Program III Świdnik Air Festival

ORGANIZATOR ZASTRZEGA SOBIE MOŻLIWOŚĆ ZMIAN W PROGRAMIE

BLOK GODZ. 12.00-16.00

12.00AN-2Jerzy Antonkiewicz, Krzysztof Janusz, Wiesław Jabłoński
12.134xPZL-130 OrlikGA Orlik
12.16Edge 540TŁukasz Czepiela
12.28C172 oraz 2xC152Jakub Stroiński, Mateusz Nowak, Konrad Partyka
12.38M-26 IskierkaAndrzej Sarata
12.48Jak-18Janusz Miś
12.58T-6 Harvard 4M oraz Harvard IIBJacek Mainka, Marcin Kubrak
13.12TZL RWD-8Jarosław Rozwód
13.22TulakJerzy Kołodziej
13.33SZD-30 Pirat oraz PZL-104 WilgaBogusław Misiak, Krzysztof Janusz
13.46HB 23/2400 BrditschkaDaniel Wowra
14.00GB-1Artur Kielak
14.16Modele latające 
14.30TS-11 IskraPiotr Maciejewski, Jakub Kubicki
14.43VirusKrzysztof Będkowski
14.52Piper Cub FormationSzymon Tomaszewski, Antoni Nowak
15.00SU-31Jurgis Kairys
15.16M-18 DromaderJarosław Sulowski
15.26Carbon CubŁukasz Czepiela
15.33AN-2Krzysztof Janusz
15.36ST75 Stearman N2S3Norbert Kasperek
15.46Sky MagicJanusz Białowąs, Piotr Świeboda, Sebastian Ryżko, Marcin Mucha

BLOK 16.00-20.00

16.00Retro Sky Team 
16.36Lim-2 oraz SBLim-2Bartosz Maciejczyk, Mateusz Strama
16.51GB1 + LimyBartosz Maciejczyk, Mateusz Strama, Artur Kielak
16.56GB1Artur Kielak
17.11T-6 Harvard 4M, Harvard IIBJacek Mainka, Marcin Kubrak
17.24Extra 330SCMarek Choim
17.34TulakJerzy Kołodziej
17.43BuchatDominik Motoła
17.52C152Jarosław Rozwód
18.04AEROSPARXRob Barsby, Guy Westgate
18.18AEROSPARXRob Barsby, Guy Westgate
18.31Bolkov Bo105 P1MMaciej Dominiak
18.40AEROSPARXRob Barsby, Guy Westgate
18.53Piper Cub FormationSzymon Tomaszewski, Antoni Nowak
19.03Jak-18Janusz Miś
19.07FLYING DRAGONS TEAMBartłomiej Cichoń, Łukasz Chlebda, Krzysztof Matykiewicz, Dawid Bugaj, Wojciech Sołtysik
19.18UAV 
19.37TZL RWD-8Jarosław Rozwód
19.453x Zlin 50LSORLEN Grupa Akrobacyjna „Żelazny”: Wojciech Krupa, Wojciech Grzechowiak, Dominik Łuczak

BLOK 20.00-22.00

20.00VirusKrzysztof Będkowski
20.10M-26 IskierkaAndrzej Sarata
20.19ST75 Stearman N2S3Norbert Kasperek
20.31Piper Cub FormationSzymon Tomaszewski, Antoni Nowak

ZACHÓD SŁOŃCA

20.40SU-31Jurgis Kairys
20.55Extra 330SCMarek Choim
21.04TS-11 IskraJakub Kubicki

LĄDOWANIE RYANAIR

21.20Bo105P1MMaciej Dominiak
21.31FLYING DRAGONS TEAMBartłomiej Cichoń, Łukasz Chlebda, Krzysztof Matykiewicz, Dawid Bugaj, Wojciech Sołtysik

START RYANAIR

21.50AN-2Jacek Pachytel, Radosław Stępiński
21.53BushCatDominik Motoła
22.02AEROSPARXRob Barsby, Guy Westgate
22.04Sky MagicJanusz Białowąs, Piotr Świeboda, Sebastian Ryżko, Marcin Mucha
22.10AN-2Jerzy Antonkiewicz
22.13AEROSPARXRob Barsby, Guy Westgate

KONIEC POKAZÓW

Wydarzenia towarzyszące:

– bezpłatny plac zabaw, animacje i zabawy, m.in.: dmuchane zjeżdżalnie, samochody na akumulator, wielkie bańki mydlane – pokaz i zabawa z dziećmi, tory przeszkód, warsztaty cyrkowe, plac zabaw z 10 tys. drewnianych klocków Linden, gry i zabawy rodzinne i wiele innych

– wystawy statyczne, a na nich: statki powietrzne wojskowe i cywilne, uzbrojenie będące na wyposażeniu Wojska Polskiego, wyposażenie Żandarmerii Wojskowej, wyposażenie Policji, Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie oraz Lotniczej Akademii Wojskowej, zabytkowe pojazdy będące w posiadaniu Politechniki Lubelskiej, modele latające RC z kolekcji Aeroklubu Lubelskiego Sekcji RC, zabytkowe motocykle i samochody świdnickich kolekcjonerów

– akcja honorowego krwiodawstwa – godz. 11:00-15:00, parking przy Bricomarche – Klub Honorowych Dawców Krwi PCK im. Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki

fot. Sławek Hesja Krajniewski / Świdnik Air Festival

Mistrz wraca do Świdnika!

Długo utrzymywaliśmy to w tajemnicy, ale wreszcie możemy się nią z Wami podzielić. Artur Kielak, wielokrotny reprezentant Polski na Mistrzostwach Świata i Europy w akrobacji samolotowej, znów pokaże co potrafi. Lotniczego mistrza mieliśmy okazję już dwukrotnie gościć w Świdniku, a jego pokazy za każdym razem robiły na publiczności ogromne wrażenie. Z niecierpliwością czekamy na to, co przygotował na jutro.

Przeczytajcie jak zaczęła się jego historia z lataniem:

Wszystko zaczęło się od marzeń… Pochodzę z Mińska Mazowieckiego – miasta od pokoleń związanego z lotnictwem myśliwskim. Od kiedy pamiętam, spędzałem całe dnie siedząc przy ogrodzeniu lotniska w osi pasa startowego obserwując startujące i lądujące Migi-21 i Migi-29. Tak jak piloci Migów chciałem wykonywać karkołomne ewolucje na niebie i jak każdy pilot być najlepszym z najlepszych. Pilotem chciałem być od zawsze…

Swoją przygodę z lotnictwem rozpocząłem w wieku lat szesnastu. Wówczas w Krośnie, w Aeroklubie Podkarpackim zrobiłem trzecią klasę pilota szybowcowego, potem zacząłem skakać ze spadochronem w Aeroklubie Warszawskim, a później były już samoloty. Szkoliłem się w Polsce i w Stanach Zjednoczonych równolegle.

W szkole lotniczej w Los Angeles zrobiłem amerykańską licencję zawodową, latałem m.in. jako pilot demonstracyjny dla fabryki Cessny, zajmowałem się oblotami technicznymi, lotami demonstracyjnymi dla klientów i przebazowaniami tych samolotów przez Atlantyk i po Europie.
Od 2006 roku latałem, jako pilot samolotu Boeing 737-300, 400 w liniach Centarlwings, gdzie po dwóch latach zostałem kapitanem. Latanie na Boeingach 737 w Centralwings to była cudowna przygoda z lotnictwem komunikacyjnym. Po rozwiązaniu spółki Centralwings, zgłosiłem się na weryfikację umiejętności i wiedzy do linii Ryanair, w której od maja 2009 roku jestem Kapitanem Boeinga 737-800.

Swoją przygodę z akrobacją rozpocząłem 22 czerwca 2004 roku w Aeroklubie Śląskim. Tego dnia wykonałem swój pierwszy lot samolotem Zlin 526F z instruktorem katowickiego aeroklubu Adamem Labusem, który stał się dla mnie mentorem i wzorem pilota akrobaty, tak pod względem zadziornego stylu latania jak i człowieka…

W Katowicach wyszkoliłem się w akrobacji podstawowej, średniej i rozpocząłem akrobację wyższą. Kolejno latałem na Zlinach 526F i AFS by pamiętnego 15 maja 2005 roku, zasiąść za sterami Zlina 50LS – SP-AUD. Dalsze swoje szkolenie, jako zawodnika w akrobacji wyższej i wyczynowej, postanowiłem związać z Aeroklubem Radomskim i skorzystać z ogromnego doświadczenia zawodniczego, wielokrotnego Mistrza Polski w Akrobacji Samolotowej Roberta Kowalika oraz wicemistrza Ireneusza Jesionka. W Radomiu latałem na Extrze 300L.

W okresie od sierpnia 2007 roku do maja 2009 roku latałem w Grupie Akrobacyjnej Żelazny na Zlin 526F, Zlin 526AFS, Zlin 50.
W Hiszpanii jestem członkiem Aeroklubu Barcelona, w którym latałem na CAP-10 oraz Zlinie 50, aby wreszcie usiąść za sterami jednomiejscowej wersji Extry 300S.

W roku 2010 zacząłem latać Extrami 330 LC.

Źródło: www.arturkielak.com; fot. Marek Kwasowski

 

„Żelazny” znów w Świdniku

ORLEN Grupa Akrobacyjna „Żelazny” to kolejny zespół, którego pokazy ujrzymy na świdnickim niebie w najbliższą niedzielę, 4 czerwca.

Historia formacji sięga końca lat 90. To właśnie wtedy w Aeroklubie Ziemi Lubuskiej spotkali się miłośnicy akrobacji lotniczej, których połączył głód adrenaliny i potrzeba działania. Andrzej Kraszewski – prezes AZL, Lech Marchlewski – dyrektor AZL, Sebastian Chrząszcz – pilot cywilny i akrobata oraz Wojciech Krupa – pilot akrobacyjny, postanowili odmienić oblicze polskiego lotnictwa sportowego.

Oficjalne treningi rozpoczęły się w 2000 r. Od tego czasu pokazy Żelaznych można oglądać zarówno w Polsce, jak i w wielu krajach na terenie całego świata. Grupa gościła m.in. w Szwecji, Czechach, Niemczech, na Słowacji, a także w Korei Południowej. Członkowie grupy latają sprzętem różnego typu, co wymaga od nich dużego doświadczenia i umiejętności pilotażu. Formacja wystąpi na trzech samolotach Zlin 50LS.

Przypominamy, że trwa przedsprzedaż biletów na III Świdnik Air Festival. Warto zakupić je w serwisie biletyna.pl lub w kasie kina „Lot” (czynna codziennie w godz. 14.00-20.00), by uniknąć kolejek w dniu wydarzenia oraz skorzystać z promocyjnej ceny.

fot. facebook.com/grupazelazny

Agencja Mienia Wojskowego robi wyprzedaż

Kolekcjonerzy, ale też osoby, które szukają wojskowych akcesoriów w dobrej cenie, będą mieli z czego wybierać. Podczas III Świdnik Air Festivalu swoje stoisko zorganizuje Agencja Mienia Wojskowego, która jest tegorocznym partnerem pokazów.

AMW przygotowała przedmioty, które zostały wycofane z wojska, jednak są dobrej jakości i mogą służyć kolejnym osobom. Wśród nich są prawdziwe perełki, jak na przykład nóż wojskowy – wzór z 1955 roku, którego koszt to 690 zł.

Na stoisku nie zabraknie też rzeczy, które można wykorzystać na co dzień. Będą to: manierki, menażki, swetry Wojsk Lotniczych i Marynarki Wojennej, peleryny, omasztowanie do namiotów, okrycia głowy – berety, rogatywki, czapki garnizonowe, bluzy od munduru pracownika ochrony, ciepła odzież, koszule, koszulobluzy, kurtki pracownika ochrony z podpinką, kurtki wyjściowe Wojsk Lotniczych i Marynarki Wojennej, latarki kieszonkowa sygnalizacyjna, łopatki piechoty, mazaki wojskowe (szczoteczki do czyszczenia butów), rękawiczki bawełniane żołnierskie, skrzynie po amunicji, szalokominiarki, talerze stołowe głębokie i płytkie, torby, trzewiki, szczoteczki do konserwacji obuwia. Ceny tych przedmiotów zaczynają się już od złotówki (mazak-szczoteczka – 1zł, omasztowanie – 2,50 zł, manierka – 10 zł, menażka -15 zł, szalokominiarka – 7 zł).

Osoby zainteresowane zakupem sprzętu wielkogabarytowego mogą wziąć udział w jednym z przetargów ogłaszanych na stronie Agencji Mienia Wojskowego. Zyski ze sprzedaży sprzętu i akcesoriów przekazywane są na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych. Ten z kolei przeznaczany jest na zakup sprzętu dla polskiej armii.

grafika: Agencja Mienia Wojskowego

Uwaga! Zmiana organizacji ruchu

Na całym odcinku drogi wojewódzkiej, a więc od połączenia z węzłem Mełgiewska do Portu Lotniczego Lublin w Świdniku zastosowano dodatkowe oznakowanie odcinków, na których mogą zatrzymywać się pojazdy.

Z uwagi na to, że droga wojewódzka 822 (ul. Mełgiewska, Lotnicza, Żwirki i Wigury, Sobieskiego) stanowi bardzo ważne połączenie komunikacyjne, niezbędne do prowadzenia np. bardzo szybkich akcji ratunkowych, wprowadzenie powyższych zakazów zatrzymywania się jest wymagane dla zapewnienia płynności ruchu na drodze.

Na ulicy zastosowano znaki C-2 (nakaz skrętu w prawo) w miejscach, gdzie przewiduje się możliwość powstania utrudnień przez pojazdy skręcające w lewo.

Dodatkowo na wyjazdach z ulic Puławskiego, Szopena, Kwiatowej, Miłej oraz z wszystkich wyjazdów, na ulicę Żwirki i Wigury, ustawia się znaki C-2 „nakaz skrętu w prawo” celem zmniejszenia ilości punktów kolizyjnych na ulicy Żwirki i Wigury.

W miejscach, gdzie mogą wystąpić korki, ruchem będzie kierowała policja.

fot. pixabay.com

Gdzie zaparkujesz?

Już w niedzielę spotkamy się z Wami na lotnisku trawiastym. Mieszkańców Świdnika, którzy planują oglądać pokazy prosimy, by zamiast samochodu wybrali spacer, rower albo komunikację miejską. Dla tych, którzy przyjadą na III Świdnik Air Festival samochodami przygotowaliśmy parkingi.

Kierowcy, którzy zdecydują się na skorzystanie z płatnego parkingu z bezpośrednim wejściem na teren imprezy zapłacą 20 zł za cały dzień. Na tym parkingu zabezpieczyliśmy też 15 bezpłatnych miejsc dla osób niepełnosprawnych po okazaniu ważnej karty parkingowej.

W sąsiedztwie ulicy Sportowej, gdzie będzie odbywał się III Świdnik Air Festival znajdziecie też 6 bezpłatnych parkingów. Znajdziecie je:

– przy Bricomarche wzdłuż ul. Żwirki i Wigury (w pobliżu torów kolejowych),

– przy Dworcu Przesiadkowym,

– przy ul. Kolejowej,

– przy Komedzie Powiatowej Policji w Świdniku, al. Lotników Polskich 1,

– przy al. Lotników Polskich, obok PCEZ ,

– przy targu oraz przy hali targowej, ul. Targowa 9.

Posiadacze biletu VIP zaparkują na terenie przy stadionie MKS Avia Świdnik. Ilość miejsc ograniczona.

Dla osób, które przyjadą na III Świdnik Air Festival rowerami przygotujemy bezpłatne stojaki. Będą zlokalizowane w specjalnej strefie wyznaczonej w pobliżu wejścia na teren imprezy.

Przypominamy również, że na naszej stronie utworzyliśmy Poradnik widza (kliknij, aby przejść na stronę), w którym znajdziecie wskazówki jak przygotować się na wydarzenia. Dostępny jest także FAQ (kliknij, aby przejść do zakładki), gdzie odpowiadamy na najczęściej zadawane przez Was pytania.

„Antek” ze Świdnika

Zasłynął w całej Polsce wożąc gwiazdy polskiej estrady, a także uczestnicząc w akcjach pomocy powodzianom we Wrocławiu i Czechach w 1997 roku. Szkolił wojskowych spadochroniarzy. Mało brakowało, a nie zobaczylibyśmy go na III Świdnik Air Festival. Samolot An-2, nazywany często „Antkiem”, należący do Aeroklubu Świdnik był już spisany na straty. Na szczęście w ostatniej chwili udało się zebrać pieniądze na remont samolotu, dzięki czemu będzie cieszył nasze oczy jeszcze przez wiele lat.

W minionych latach „Antki” były w Polsce bardzo popularne. W WSK Mielec wyprodukowano ich ponad 13 tysięcy. Były eksportowane do 20 krajów świata. Jednak z biegiem czasu ta starzejąca się konstrukcja była wypierana przez bardziej nowoczesne. Obecnie w Europie lotne egzemplarze można policzyć na palcach jednej ręki. Tym większym rarytasem dla miłośników awiacji jest An-2, który zaprezentuje się nam 4 czerwca. Samolot będzie częścią desantu trzydziestu spadochroniarzy otwierającego III Świdnik Air Festival. Razem z nim w formacji poleci jeszcze jeden samolot An-2, co jest prawdziwą rzadkością. Pokazy startują o godz. 12.00.

fot. Aeroklub Świdnik

Podniebny spektakl Retro Sky Team

Bitwy lotnicze z czasów II wojny światowej stały się tematem wielu filmowych produkcji, takich, jak choćby „Bitwa o Anglię”, „Ślicznotka z Memphis”, „Asy przestworzy” czy „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. A co, gdybyśmy powiedzieli, że jedną z takich bitew będziecie mieli okazję obserwować na żywo i to na lotnisku trawiastym w Świdniku? Retro Sky Team, słowaccy piloci, którzy będą gościli na III Świdnik Air Festival, przygotowują niepowtarzalne widowisko.

Grupa rekonstrukcyjna Retro Sky Team wykonuje pokazy na samolotach Zlin Z226 i 526, Jak-52, Antonow An-2. Cztery Zliny zostały ucharakteryzowane na niemieckie Messerschimty Bf 109, a jeden na sowieckiego Miga-3. Kolejne samoloty wspierające grupę sowiecką to Jak-52 oraz AN-2.

Słowacy mieli już okazję gościć w Polsce. Będzie to jednak ich pierwszy pokaz na Świdnik Air Festival. Tego nie można przegapić!

fot. Retro Sky Team v Dubnici / www.lietadla.com

„Czarny Piotruś” polskiego lotnictwa

Na początku 1933 roku po raz pierwszy w powietrze wzbił się jego prototyp. Na „Czarnym Piotrusiu”, bo tak nazywano polski samolot RWD-8, szkolili się zarówno piloci cywilni, jak i wojskowi. Latali nim, m. in. Witold Urbanowicz, Stanisław Skalski czy Jan Zumbach, uczestnicy Bitwy o Anglię. W 90. rocznicę pierwszych testów legendarną maszynę znów zobaczymy na niebie.

Replikę samolotu zbudował Henryk Wicki, właściciel TZL Warsztat Lotniczy ze Świdnika. Świdniczanie mieli okazję zobaczyć ją w 2022 roku, podczas Pożegnania Lata. Teraz „Czarny Piotruś” chce pokazać się większej publiczności. Najbliższą ku temu okazję będzie miał 4 czerwca na Świdnik Air Festival.

To nie jedyna replika samolotu powstała w TZL Warsztatach Lotniczych. Trwa budowa RWD-6, a w planach jest również odbudowa R III Lublin.

Poniżej przypominamy wywiad, który Henryk Wicki udzielił w październiku 2020 roku dla gazety Głos Świdnika. Autorem materiału pt. „Podniebny kabriolet nadziei” jest Jan Mazur.

___

Zaczęło się od budowy trzech Fokkerów w ramach programu Wielkopolska Eskadra Niepodległości. Henryk Wicki, właściciel TZL Warsztat Lotniczy wpadł wtedy na pomysł, żeby zbudować naturalnej wielkości samolot RWD-8 przedwojennej konstrukcji.

– Powody były dwa. Po pierwsze technologie produkcji Fokkerów i RWD były podobne. Po drugie, szukałem własnego produktu. Można zmontować tysiąc i jeden ultralightów, ale kto je sprzeda? Rynek w tej dziedzinie jest ciasny. Sporo na nim chętnych do kupna, ale i producentów mnóstwo. Tymczasem odkryłem rynkową lukę, – brak latających kabrioletów, czyli dwumiejscowych samolotów z odkrytą kabiną. Dlaczego ludzie lubią latać samolotami bez kabin? Na chłopski rozum to bezsens, bo to jak wybrać jazdę motocyklem, chociaż stać człowieka na samochód. Komfort w samochodzie większy, bezpieczeństwo też. Ale nie ma aż takiej frajdy, poczucia wolności, przestrzeni. Zamiast tworzyć coś od podstaw, postanowiłem reanimować samolot, który zarówno w literaturze technicznej, jak i wspomnieniach miał opinię świetnego pod względem właściwości pilotażowych, bezpiecznego i poprawnego w prowadzeniu. Wybór padł na RWD-8, który lekko dostosowałem do wymogów współczesnej eksploatacji. Zainstalowałem współczesną awionikę, zmodyfikowałem podwozie. Ponieważ nie produkuje się obecnie silników rzędowych, zastosowałem gwiazdowy. Nie był to zamach na oryginalną konstrukcję przedwojennego RWD-8, dlatego że taki silnik zamontowano w jednym z samolotów wyprodukowanych w Polsce i instalowano je także w maszynach produkowanych licencyjnie za granicą. Kiedy zaczynałem, byłem sam. Miałem pomysł i cieniutką broszurkę z Muzeum Lotnictwa. Musiałem wyrzucić z głowy chociaż część problemów, żeby projekt ruszył. Zdecydowałem się więc na zakup gotowego podwozia – tłumaczy Henryk Wicki.

Czarny Piotruś na pokładzie

Polski RWD-8 napędzany silnikiem gwiazdowym G-594 skonstruowanym przez inż. Stanisława Nowkuńskiego i nie wiedzieć czemu nazwanym „Czarnym Piotrusiem” był wyjątkiem. Pozostałe maszyny latały dzięki silnikom PZInż. Junior o mocy „niby” 120 KM. Dlaczego niby? Ponieważ piloci twierdzili, że ta moc jest raczej pobożnym życzeniem producenta niż technicznym parametrem jednostki. Konstruktorami samolotu był nie byle zespół, bo Stanisławowie Rogalski i Wigura oraz Jerzy Drzewiecki. Współczesny RWD-8 wyposażono w czeski silnik o mocy 125 KM, którą podobno „trzyma”. Henryk Wicki poszedł więc z napędem śladami Czarnego Piotrusia, nie Juniora. Ideą nie była przecież chęć zbudowania wiernej repliki przedwojennej maszyny lecz czegoś, co będzie się sprzedawało.

– Rozpoczynamy próby w locie. Kiedy udowodnimy wszystkie właściwości samolotu i potwierdzą się nasze oczekiwania, chcemy pójść kilkutorowo. Pierwszy kierunek to rozpoczęcie produkcji wersji użytkowej, dostosowanej do wymogów współczesnego latania, drugi – budowa jak najwierniejszej repliki RWD-8, w dalszym ciągu z silnikiem gwiazdowym. Trzeci kierunek to zbudowani RWD-8 do holowania szybowców. Mamy, zarówno w Polsce, jak i całej Europie ogromny głód samolotów holujących. Te które do tego służą, jak Wilga, są bardzo drogie w eksploatacji. Problemem większości współczesnych samolotów jest również zbyt duża szybkość, która sprawia, że szybowiec i jego pilot bardzo cierpią podczas holowania. RWD-8 zbudowany przeze mnie jest lżejszy i mocniejszy od pierwowzoru. Oryginał holował już przed wojną.  Ma do tego wiele predyspozycji, ale najcenniejszą jest mała prędkość przelotowa, rzędu 110-140 km/h. – wyjaśnia H. Wicki

Nowy jak stary

Słowo „replika” nie oznacza w lotnictwie pełnej identyczności. Kopia RWD-8, która powstanie w TZL Henryka Wickiego będzie zbudowana z duraluminium i wyposażona we współczesne instrumenty kontroli lotu. Co zatem decyduje, że nie utraci cech oryginalność? Wierność geometrii samolotu, jego linie zewnętrzne i właściwości lotne.

Budowa pierwszego RWD-8 nie była bułką z masłem. Do obecnych czasów zachował się jedynie krótki opis techniczny – cienka książeczka zawierająca jednak podstawowe dane geometryczne, masowe oraz zastosowane rozwiązania konstrukcyjne. Pozwoliło to na zmontowanie samolotu. Na szczęście zachowało się dużo zdjęć, które nieco ułatwiły zadanie. Prace nad samolotem, trwające dwa lata, wyrobiły w świdnickim przedsiębiorcy szacunek dla przedwojennych konstruktorów.

– Proszę sobie wyobrazić, że w Doświadczalnych Warsztatach Lotniczych w Warszawie powstawały średnio dwa prototypy nowych modeli samolotów rocznie. Tymczasem moce przerobowe nie były dużo większe od mojego warsztatu. Konstruktorzy unikali skomplikowanych rozwiązań. Na przykład wszystkie linki sterownicze RWD przebiegają po prostej, bez stosowania rolek skracających ich żywotność – opowiada właściciel TZL Warsztatu Lotniczego.

Przed wojną RWD-8 był używany przez szkoły lotnicze, aerokluby, między innymi do holowania szybowców i wojsko jako maszyny łącznikowe. Ich przydatność sprawdziła się w czasie kampanii wrześniowej, kiedy przelatując nisko i powoli mogły przekazywać informacje na temat ruchów wojsk. Były to samoloty, które mogły wystartować i wylądować w każdym terenie. Dzięki zwrotności nie były wcale łatwe do trafienia dla niemieckich messerschmittów. Kilkanaście egzemplarzy trafiło do Szkoły Pilotów Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej w Świdniku.

Szansa na sukces?

Powstaje pytanie o rynkowa przyszłość RWD-8. Prosta budowa, łatwa obsługa, relatywnie niskie koszty eksploatacji bezpieczeństwo i urok kabrioletu są jego atutami. Czy jednak znajdą się chętni na zakup samolotu, którego korzenie sięgają początku lat 30. ubiegłego wieku?

– Popyt na tego rodzaju samoloty ma charakter niszowy. To samolot dla ludzi, którzy wręcz poszukują takich konstrukcji. W lotnictwie absolutnie nie ma tendencji parcia za wszelką cenę ku nowoczesności, jak dzieje się to na przykład w branży samochodowej. Nawet stare, ale sprawdzone konstrukcje cieszą się szacunkiem i są wciąż użytkowane.  Jak do tej pory odzew rynku na mój pomysł jest bardzo pozytywny. Są ludzie, którzy mówią, że gdyby był dostępny, już by go kupili. Staramy się, żeby cena nie była powalająca. Bardzo liczę na samolot przystosowany do holowania szybowców. Obiecujący jest tu rynek niemiecki. Tamtejsi pasjonaci lotnictwa wyrośli już z trendu, żeby kupić ultralighta i nalatać się nim do woli. Próbują restaurować stare szybowce i szukają dla nich „holówek”. Przedwojenny szybowiec ciągnięty przez przedwojenny samolot to dopiero gratka dla prawdziwego amatora. Będą wniebowzięci. Kolejnym rynkiem, który chcemy zbadać, są Stany Zjednoczone. Tam z kolei największą szansę mają zestawy do złożenia samolotu. Moją ambicją jest, żeby ich jakość nie była gorsza od najlepszych z produkowanych w samej Ameryce, czyli Van’s Aircraft. Tak, żeby amerykański Kowalski, mając skrzynkę z kluczami, igłę, nici i nożyczki, do tego porządną dokumentację i filmy instruktarzowe, mógł złożyć samolot własnymi rękami.

Debiut na piątkę

RWD-8 Henryka Wickiego ma już za sobą powietrzny debiut. Z takimi chwilami zawsze wiążą się obawy i emocje.

– Samolot pozytywnie nas zaskoczył. Bardzo mała prędkość oderwania, świetna szybkość wznoszenia. Planowaliśmy jedynie podskok, a samolot natychmiast „spuchł” na 10 metrów. Pilot nie zdążył nawet wkręcić go na pełne obroty, a już trzeba był zdejmować. I co najważniej – jak zwykle w przypadku samolotów o tak dużej powierzchni skrzydeł, obawy o tendencje do przechylania się, prawidłowość ułożenia środka ciężkości. Na szczęście maszyna zachowywała się w powietrzu bardzo prawidłowo.

Henryk Wicki nie byłby sobą, gdyby oprócz rutynowego „składania” zestawów Van’s Aircraft nie dłubał na boku przy czymś oryginalnym i ambitnym. Kolejnym pomysłem na nowe wyzwania jest plan zbudowania repliki samolotu Lublin R-XIII.

fot. Jagoda Kowalczyk / Świdnik Air Festival

Przejdź do treści